Rick Parfitt zawsze wydawał się jedną z bardziej anonimowych figur w rocku, bezpieczny i solidny, bardziej sprytny biedak niż książę. Podobnie jak Status Quo, zespół, któremu z miłością służył i utrzymywał przy życiu przez pięćdziesiąt lat.
Pod wieloma względami debiutancki album Ricka Over and Out To miała być płyta środka drogi, kontynuująca styl Quo. Ale, jak chciały gwiazdy, miała się stać czymś więcej niż to. Miała być kupowana głównie przez tych, którzy nie rozumieli (lub wręcz odmawiali zrozumienia) nowoczesnej technologii. To typ albumu, który sprzedałby się w większej liczbie kopii na CD niż zdobyłby odtworzeń na Spotify; w czasach, gdy wygoda przeważa nad wysiłkiem, a przesłuchanie dwudziestu sekund utworu przed przejściem do następnego jest ważniejsze niż słuchanie niuansów i linii basu ukrytych w każdej piosence, w 2018 roku niewiele jest bardziej rock and rollowe niż to. Śmierć ma zabawny sposób na sprawienie, że świat cię widzi, nawet jeśli pozostawałeś stosunkowo anonimowy w całym tym rock and rollowym przepychu.
Śmierć ma w sobie coś zabawnego, potrafi sprawić, że świat cię dostrzega, nawet jeśli pozostawałeś względnie anonimowy w całym tym pompowaniu rock and rolla.
Ale nie jesteśmy tu, by mówić o śmierci, ani o Status Quo. Jesteśmy tu, by przyjrzeć się trafnie zatytułowanemu Over and Out. I pomimo smutnych okoliczności towarzyszących miesiącom poprzedzającym jego wydanie, pozostaje albumem dla tych, którzy chcą mięsa z ziemniakami, a nie foie gras.
Pomimo faktu, że Rick skończył nagrywać swoje partie gitary i wokalu, sesja nagraniowa została zaplanowana na luty 2017 roku. Niektóre utwory nie były w pełni ukończone, gdy Rick zmarł. Apel o pomoc zapewnił, że jego praca mogła zostać dokończona i że świat mógł ją usłyszeć. Na apel odpowiedzieli Brian May z Queen i Chris Wolstenholme z Muse, którzy obaj dobrze znali Ricka. Syn Ricka, Rick Parfitt Jnr, również był zaangażowany w proces twórczy, podobnie jak John „Rhino” Edwards i Alan Lancaster, wśród wielu innych.
Uderzające otwierające bębny napędzają początkową piosenkę ‘Twinkletoes’ i sugerują surowszą stronę, która rzadko pojawiała się w blasku twórczości Quo. Harmonie wokalne przypominają twórczość Briana Maya z Queen i jego solowe dokonania. Ci, którzy szukają świeżego Queen lub Maya o klasycznym brzmieniu, połkną to w całości. ‘Lonesome Road’ i ‘Everybody Knows How to Fly’ są satysfakcjonująco bluesowe i kontynuują energię ‘Twinkletoes’. Energia, która wylewa się z utworów, sugeruje zabawę, jaką musiał mieć Rick i spółka. Wydaje się to tym bardziej odkupieńcze po jego wymuszonym odejściu z trasy koncertowej. Równocześnie oferuje nieco melancholijne spojrzenie na to, co mogło nadejść z obiecującej kariery solowej. Utwór tytułowy jest kosmiczny, powtarzające się wokale oferują niemal odlotowy widok z góry, niesiony elegancko przez syntezatory i tę gitarę. Następnie ‘When I Was Fallin’ in Love’ pojawia się znikąd z mocnym klimatem Toma Petty i nostalgią za Royem Orbisonem, promując ckliwą, ale skłaniającą do potakiwania balladę.
Z wyjątkiem ‘Long Distance Love’, zdecydowanie najbardziej chwytliwego i rozpoznawalnego utworu, ‘Fight For Every Heartbeat’ jest najbardziej zbliżony do rocka, który tworzył z Quo od pięćdziesięciu lat. Pomiędzy nimi znajduje się ‘Without You’, pierwszy singiel. Zagrana na pogrzebie Ricka, fortepianowa ballada to odpowiednio mrożąca krew w żyłach, poruszająco prorocza kompozycja, a jej umiejscowienie jest trafne; to piękna, opleciona smyczkami perełka między dwoma czysto rockowymi kolcami.
Utwór zamykający, ‘Halloween’, mógłby równie dobrze zostać nagrany w latach ’80. Rozbrykane syntezatory i skrzeczący wokal oraz gitary w stylu Slade malują wszystko, czym mogą nasycić się twoje uszy.
"Over and Out", pierwszy i ostatni solowy album Parfitta, zawiera dziesięć utworów, jest bez zbędnego balastu i trafia w sedno. Słuchając go, czy to w korku, czy podczas szorowania plam po Newcastle Brown z twojego dżinsowego total looku, gdzieś poza wysokiej jakości mięsistymi riffami i podniebnymi wokalami, nie sposób nie zastanawiać się, dlaczego nie zrobił tego wcześniej. Niemniej jednak powinniśmy być wdzięczni, że w ogóle go mieliśmy i że zostawił prezent, który pokochają zarówno jego fani, jak i fani klasycznego rocka szukający czegoś nowego i bardziej żywego niż wiele czysto rockowych albumów, które usłyszycie w tym roku.
Zbyt dobrze się czuję, żeby myśl o tym była choćby odrobinę smutna.
Pod wieloma względami debiutancki album Ricka, "Over and Out", miał być kolejną przeciętną, klasyczną rockową płytą kontynuującą styl Quo, ale w gwiazdach zawsze było zapisane, że stanie się czymś więcej. Powinniśmy być wdzięczni, że w ogóle go mieliśmy i że pozostawił prezent, który pokochają jego fani i fani klasycznego rocka poszukujący czegoś nowego i bardziej żywego niż wiele czysto rockowych albumów, które usłyszycie przez cały rok.















*Myślę*, że to dobra recenzja, ale szczerze mówiąc, ciężko mi było przebrnąć przez te bzdury z pierwszych dwóch akapitów. Parfitt „anonimowy”? Naprawdę? Nazywano go w życiu na wiele sposobów, ale anonimowy na pewno nie jest jednym z nich. Wydaje mi się, że ta percepcja bardziej wynika z lekceważących mediów, które 30 lat temu ogłosiły Quo za nieważne i tych, którzy ślepo w to uwierzyli, nie zdając sobie sprawy z tego, że sprzedali 120 milionów płyt, albo z szyderczej obrzydliwości rzekomo poważnych publikacji muzycznych, takich jak magazyn Q, które nie mogły nawet wspomnieć o jego śmierci mimochodem, a co dopiero poświęcić mu nekrolog na swoich świętych stronach. W świecie mniej zmartwionym tym, co obcy może pomyśleć o tym, co jest w twoim iPodzie, Parfitt zawsze pozostawał uosobieniem prawdziwej gwiazdy rocka, niezależnie od tego, czy zawsze dotyczyło to jego kolegów z zespołu. Poza tym, to całkiem uczciwa recenzja, a dla informacji, Halloween został nagrany w latach 80. - dokładnie w 1985 roku. Został trochę dopieszczony, ale to to samo nagranie.
Cheers.
Też pomyślałem, że termin ‘anonimowy’ jest trochę dziwny.
Może poza radarem młodych, ale to samo można by powiedzieć o większości prominentnych postaci rocka.
To jego drugi solowy album,,,pierwszy nazywał się UNRECODRED DELIVERY ,,1987 był niewydany ,,bo menedżment i personel studiów nagraniowych powiedzieli ,,,że jest za głośny i kim jest ten artysta,,,,