80 Oxford Rd, Manchester M1 5NH
Tuż u wlotu Oxford Road do centrum Manchesteru leży Grand Central. To jeden z nielicznych rockowych barów w mieście, który jakoś pasuje, zarówno pod względem lokalizacji, jak i swojej bezpretensjonalnej ekskluzywności. Na pierwszy rzut oka Grand Central może nie zachwycać, ale wystarczy spędzić tam trochę czasu, aby odkryć jego lepsze cechy, których próżno szukać w mieście, które zdaje się z każdym dniem wspinać coraz wyżej we własny odbyt.
W obecnej formie, Grand Central istnieje w Manchesterze od 17 lat. Kiedy bar Gilly's był ulubionym miejscem w Manchesterze, istniało pewne niepisane porozumienie pomiędzy miejscowymi modsami i rockerami; "GC przed Gilly's".
Grand Central nie udaje i oferuje napoje bez zbędnych ceregieli. Znajdziesz tu standardy, w tym Fosters, Kronenburg, Jim Beam White Label, Bushmills, Jameson i Jack, a dla smaku także Trooper i Hobgoblin. Jeśli jest coś, co Grand Central mógłby znacznie poprawić, to z pewnością gościnne piwa, szczególnie te lokalne. W Manchesterze istnieje obecnie zapotrzebowanie na lokalne piwa, którego tutaj niestety brakuje, a byłoby bardzo mile widziane.
Grand Central to dumne, skromne miejsce, nietknięte zarówno przez hipsterów z okolicznych rejonów, jak i nowoczesne, super czyste akademiki w przeciwnym kierunku. Krzesła i stoły wydają się być niezmienione od dnia otwarcia, wytarte i wtarte w powierzchnię, poplamione stoliki tak niezawodne jak pierwszego dnia z mocnym zapachem frytek i rozlanego piwa. Niebiesko-białe podłogi łączą się z dywanem i linoleum, co daje wrażenie niedokończenia bardziej niż w ‘i tak to się spierdoli’, a brak dbałości czuć tu na każdym kroku. No i bilard za 50p. Jak twierdzi kierownictwo, taniej w całym Manchesterze nie znajdziesz.
Słyszałem, że pozyskiwanie uznanych zespołów na żywo nigdy nie stanowi problemu dla Grand Central ze względu na ich sławę jako jednego z bardziej znanych rockowych lokali w Manchesterze. Zespoły na żywo grały w Grand Central przez ponad 10 lat, aż do niedawna. W rzeczywistości jest to niemal idealny kompromis pomiędzy Ritz, Academy i Gorilla w Manchesterze. Dodatkowo, znajduje się bezpośrednio pod dworcem kolejowym, który przyciąga wielu rockowców z prowincji. Z tych powodów Grand Central stało się swego rodzaju legendą jako miejsce na koncerty przed głównym występem. Obecnie kierownictwo rozważa powrót do występów na żywo i zamierza zorganizować nową noc o nazwie „Thursday Nights Alive”.
Wśród zarezerwowanych zespołów znajdują się renomowane lokalne kapele, takie jak Cryptic Shift, Sinnergod, Rammage Inc, Bloodyard i deVience, których wokalista zagrał główną rolę w niedawno zakończonym Bat Out of Hell musicalu, więc możesz spodziewać się wysokiej jakości i solidnych ćwiczeń wokalnych.
Kontynuacja poniżej…
Zaskoczyło tego stałego bywalca, że Grand Central ma też całkiem bogatą historię. Ma nieużywany tunel metra, a także nieużywany bar pod spodem. Niestety, od czasów swojej świetności popadł w ruinę, ale pozostałości wciąż są – zakurzone, ale wciąż pełne charakteru, który, miejmy nadzieję, pewnego dnia zostanie wskrzeszony.
Na razie przestrzeń jest wynajmowana na potrzeby nadchodzącego filmu Shane'a Meadowsa i rozumiem dlaczego. Stary tunel jest ciemny, wypełniony stołkami barowymi i niemal niemożliwy do zobaczenia. Ale można sobie wyobrazić ludzi schodzących tam z dworca kolejowego na górze, żeby ukradkiem napić się pod ziemią. Na ścianach wciąż można przeczytać stare przepisy na koktajle, a także ostatni skład zespołu na próbie w rogu. O reszcie terenu menadżer kazał mi milczeć pod przysięgą, ale kiedy mówimy, że to bar dla ludzi rocka i metalu, to tak jest.
Klienci zmieniali się na przestrzeni lat; rockmani odwiedzający miasto, ci, którzy tu mieszkają, a wśród nich wszyscy od Sabaton, Maiden, Accept i Municipal Waste. Blaze Bailey urządza wszystkie swoje imprezy premierowe w GC, a Shaun Ryder z Happy Monday's swego czasu bywał regularnym gościem.
Plotki o tym, że Grand Central jest burdelem i jest nawiedzone, nigdy nie cichną. Co ciekawe, nigdy nie próbowali ich zdementować, a wręcz je podsycali. Danny Daemon, kierownik, podobno nigdy sam nic nie widział, mieszkając na górze, ale widział już wiele kufli spadających losowo z baru, bez żadnego pijanego w pobliżu. Co do burdelu, wątpi, czy jego dziewczyna byłaby zadowolona, gdyby okazało się to prawdą.
Ściana zdjęć stałych bywalców z dawnych czasów dodaje powagi odczuciu, które masz po wejściu do Grand Central; to miejsce, w którym świat rocka i metalu żyje jako społeczność. Ludzie rozmawiają ze sobą swobodnie, bez udawania, gromadząc się wokół baru; niektórzy z długimi, motocyklowymi brodami i nieczytelnymi logami zespołów falującymi na ich ogromnych klatkach piersiowych, inni wyglądają bardziej chudo i niezręcznie. Wszyscy oni dodają tej atmosfery.
Potwierdza to również szafa grająca, która nie tylko serwuje klasyki (Motörhead, Maiden, Sabbath, a nawet trochę klasycznego Funkadelic dla równowagi), ale jest także wypełniona lokalnymi zespołami, które występowały i z czasem zostały dodane. Jeśli umiesz grać, masz piosenki i dajesz z siebie wszystko, znajdzie się dla ciebie scena i dom na jedną noc.
Manager Danny jest członkiem prog metalowego zespołu Prognosis, podobnie jak jego kolega barman z dzisiejszego wieczoru. Powiedział mi, że podczas tegorocznego Bloodstock, w trakcie wywiadów, ciągle powtarzano, że Manchester jest obecnie epicentrum rocka i metalu w Wielkiej Brytanii. Jeśli tak jest, Grand Central byłby gospodą, w której wznosisz toast i odpoczywasz po całym dniu. Nalał nam potrzebnego drinka po tym, jak poddaliśmy się nieuniknionemu, prostemu urokowi Grand Central, a następnie Danny oświadczył nam stanowczo: „Rock i metal nigdzie się nie wybierają. Nie za mojej zmiany.”
Wygląda na to, że Manchester jest obecnie epicentrum rocka i metalu w Wielkiej Brytanii. Jeśli tak jest, Grand Central byłby gospodą, w której wznosisz kielichy i składasz zmęczoną głowę na koniec nocy, a jedynym zawodem jest brak różnorodności w napojach.

















Brak komentarzy